Lim z czarnymi krzyżami
Wojciech Łuczak
Mało kto zdaje sobie sprawę, że w latach 1960. i 1970. metody szkolenia najlepszych polskich żołnierzy obejmowały trening w warunkach najbardziej zbliżonych do realiów. Co prawda nasze Wojska Lotnicze i Obrony Powietrznej Kraju nie dysponowały wówczas, jak Amerykanie, wyspecjalizowanymi jednostkami agresorów, czyli formacjami odtwarzającymi, podczas ćwiczeń, sposób zachowania i taktykę działań potencjalnego przeciwnika, a nawet upodobniającymi swoje wyposażenie do tych z drugiej strony barykady. Ale... historia jedynego polskiego Lima-2 (najprawdopodobniej odmiany rozpoznawczej R), opatrzonego intencjonalnie czarnymi krzyżami ówczesnej Bundesluftwaffe, świadczy o tym, że może on być traktowany jako specyficznie polskie podejście do pojęcia symulowanie przeciwnika.

Jedyny znany polski symulowany samolot przeciwnika – Lim-2R z kamuflażem imitującym kolorystykę bojowych maszyn ówczesnej Bundesluftwaffe, z zamalowanymi szachownicami i ozdobiony czarnymi krzyżami oraz czerwonym numerem 1525, niestety nie latał. Służył jako naziemna pomoc w Jaworzu w pasie szkolenia saperskiego Grup Specjalnych komandosów 1. Batalionu Szturmowego od lat 1970. na terenie poligonu drawskiego / Zdjęcie: archiwum płk. Jana Łabuszewskiego
Zdjęcie jedynego naszego myśliwca z czarnymi krzyżami pojawiało się już w kilku polskich publikacjach. Jednak do tej pory nikt nie pokusił się, aby w miarę naszych dzisiejszych możliwości odtworzyć jego dzieje i okoliczności przygotowania jego niezwykłego i niegdyś supertajnego malowania. Nie można sobie tego wyobrazić bez pomocy płk. Jana Łabuszewskiego – żywej legendy polskich komandosów, byłego zastępcy dowódcy do spraw liniowych legendarnej formacji – 1. Batalionu Szturmowego, który 22 lata swojego życia mu poświęcił. Wujka Janka – dla kilku pokoleń polskich żołnierzy sił specjalnych, z którego prywatnego archiwum pochodzi właśnie zdjęcie Lima z krzyżami. Być może tylko on nie bał się wtedy zrobić takiego ujęcia i go następnie przechować.
Aby zrozumieć dobrze sens otoczenia politycznego i militarnego, w którym pojawił się Lim z krzyżami, należy sięgnąć do historii jednostki pułkownika Łabuszewskiego. Wszystko –naszym zdaniem, związane jest tak zwaną polską przygodą nuklearną lat 1960. i 1970. – czego do tej pory tak wyraźnie nie akcentowano, pisząc o dziejach batalionu. Na początku lat 1960. w moskiewskich wojskowych gremiach decyzyjnych, zauroczonych klimatem rakietowej gorączki epoki Chruszczowa (pociski rakietowe z potężnymi głowicami atomowymi miały zastąpić wszystko!), podjęto fundamentalną decyzję, iż wojna z NATO w Europie będzie miała od początku, od pierwszych jej sekund, charakter jądrowy. Pancerne uderzenie wojsk Układu Warszawskiego na Zachód poprzedzić miała gigantyczna eksplozja termonuklearna ładunku zrzuconego z samolotu transportowego An-22. Miało to obezwładnić obronę przeciwnika i utorować drogę prącym ku Pirenejom armiom pancernym. Taktyczne ładunki atomowe przenoszone za pomocą rakiet i samolotów bombardujących od początku wyrąbać miały szlak ataku wojsk lądowych. Kres tej szaleńczej koncepcji położył dopiero tak zwany [efekt Czarnobyla. Podczas neutralizacji skutków skażenia, po eksplozji elektrowni, okazało się bowiem, że materiały, z których zbudowane są rzekomo odporne pojazdy pancerne – także ulegają degradacji, poddane silnemu promieniowaniu. Losem ludzi walczących na atomowym polu walki nikt się nie przejmował...























