Amerykańska lekcja
Mistrzostwa Świata Balonów na Ogrzane Powietrze, najważniejsze w tej dyscyplinie sportu zawody, rozgrywane są co dwa lata w różnych miejscach naszego globu. Każdy lot, od kiedy po raz pierwszy uniosłam się w gondoli balonu, wykonywałam z myślą, aby kiedyś znaleźć się w gronie uczestników tych zawodów.

Dwa lata temu po raz pierwszy zakwalifikowałam się do balonowej kadry narodowej, ale moja piąta pozycja w rankingu pilotów balonowych była zbyt niska, aby dostać powołanie do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata. W ubiegłym roku udało mi się przeskoczyć dwa oczka wyżej, pojawiła się więc szansa na to, że tym razem stanę do walki z najlepszymi pilotami.
Wczesną wiosną, kiedy moje nazwisko pojawiło się na liście startowej, czułam się, jakbym wygrała los na loterii. W gronie zawodników znalazło się kilku wielokrotnych mistrzów świata i Europy. Start w takich zawodach to ogromne wyróżnienie. Mistrzostwa miały się odbyć w Battle Creek w stanie Michigan w USA. Natychmiast zaczęłam przygotowania. W tym sporcie, niestety, przygotowania polegają nie tylko na treningach, lataniu i podnoszeniu własnych umiejętności, ale jest to też żmudna walka o pozyskanie środków oraz logistyczne przygotowanie całego wyjazdu.




