Konferencja MSZ
MSZ przez wiele lat było odbierane jako hamulec dla eksportu polskiego przemysłu obronnego. W czasie wczorajszej konferencji o roli dyplomacji w promocji i kontroli obrotu uzbrojenia, zebrani mogli usłyszeć, że resort chce zmienić swoje podejście do problemu.

Sprzedaż uzbrojenia jest elementem polityki zagranicznej państwa. Gotowe produkty lub usługi, są sprzedawane przez podmioty przemysłowe rządom poszczególnych krajów. Dlatego MSZ musi być zaangażowany w takie działania. Po pierwsze, kontroluje eksport, by był on zgodny z założeniami polityki zagranicznej naszego kraju, po drugie - powinien aktywnie wspierać działania przedsiębiorstw produkcji specjalnej.
Konferencję Rola Ministerstwa Spraw Zagranicznych w obrocie uzbrojeniem i sprzętem wojskowym za granicą - promocja i kontrola zorganizował sam resort. Co znamienne, w tytule na pierwszym miejscu umieszczono słowo promocja, na drugim dopiero kontrola, co ma oddawać zmianę podejścia MSZ do kwestii handlu bronią.
W pierwszej części Krzysztof Firkowski przedstawił założenia polityki kontroli. Chodzi przede wszystkim o przestrzeganie zobowiązań międzynarodowych i nie eksportowania sprzętu i usług (szkolenie, serwis) do krajów, objętych embargiem Rady Bezpieczeństwa ONZ czy UE. O ile obecnie nie są możliwe próby bezpośredniego handlu z takimi krajami, prawdopodobne jest dostarczanie sprzętu do innych państw, które później dokonają zakazanego reeksportu. W takim wypadku MSZ sprawdza, czy np. importer sprowadza linię produkcyjną amunicji do użytkowanej przez siebie broni lub czy zapewnia odpowiednie warunki przechowywania broni - by możliwość jest wykradzenia została zminimalizowana. Przedstawiciele resortu uważają, że ewentualne zyski z tego typu transakcji, nie rekompensują strat, które może ponieść Polska, przy ewentualnym zdobyciu naszej broni przez wrogie państwo.

Prelegent dodał, że o ile w przypadku kontynuowania starych kontraktów lub umów z sojusznikami z krajów NATO czy UE, procedury uzyskania pozwolenia eksportowego są stosunkowo szybkie. W przypadku planów sprzedaży systemów wojskowych do nowych krajów lub państw o podwyższonym ryzyku politycznym, czas na wydanie pozwolenia może być stosunkowy długi, procedura wymaga bowiem uzyskania informacji z wielu źródeł, w tym dyplomatycznych i ze służb specjalnych. Czasami konieczne są konsultacje z sojusznikami.
Z kolei Maciej Falkowski przedstawił zadania ministerstwa w zakresie wspierania eksportu. Dotyczy to inicjowania kontaktów przez dyplomatów, a także prowadzenia rozpoznania miejscowych rynków, na rzecz polskich przedsiębiorców. Zachęcił, by wszyscy producenci - tak państwowi, jak i prywatni - zgłaszali się do MSZ, w celu uzyskania pomocy. Dodał, że ambasadorowie i attache są zobowiązaniu do działań wspierających eksport uzbrojenia.
Wojciech Łuczak, wydawca RAPORT-wto, przypomniał nie zawsze zachęcające doświadczenia z zakresu współpracy dyplomacji i przemysłu. Sprawa Birmy, gdzie najważniejszy sojusznik wymógł na nas rezygnację z dostaw Sokołów, a potem sam zaczął dostarczać śmigłowce; Iranu, kiedy w ostatniej chwili odwołano eksport czołgów T-72 (mimo, że był on tylko na czarnej liście USA), co doprowadziło zakład produkcyjny do poważnej zapaści - to najbardziej skrajne przykłady takiej postawy. Zapytał również, dlaczego Polska powstrzymuje się od prób rozpoczęcia eksportu do państw wątpliwych, w tym Wenezueli? I nie musi w tym wypadku chodzić o broń, a o urządzenia łączności czy logistyczne. Stwierdził również, że mimo zapowiedzi, realna pomoc informacyjna ambasad dla przedstawicieli przemysłu szwankuje, a dyplomaci nie mają wielkiej wiedzy o propozycjach polskiego przemysłu specjalnego.
Dodał jednak, że były również bardzo pozytywne doświadczenia, jak wyjątkowa rola naszych ambasadorów w Indiach, Malezji i Indonezji, którzy w sposób fundamentalny przyczynili się do ostatnich sukcesów eksportowych.
W odpowiedzi Marek Szczygieł z MSZ stwierdził, że w przeszłości część restrykcyjnej polityki wynikała z chęci nieurażania sojuszników, w okresie przygotowań do akcesji do NATO i UE. Dzisiaj sytuacja ta zmieniła się, jednak i tak, nadal trzeba brać pod uwagę interesy polityczne, co może zagrodzić drogę do części potencjalnych kontraktów.




