Wiadomości
W ciągu ostatnich 12 miesięcy ruch lotniczy na Los Angeles International Airport (LAX) zmniejszył się o 16,4%. O tyle samo, w ciągu zaledwie kwartału, spadła liczba obsłużonych pasażerów na głównych lotniskach dalekiej Tajlandii. Głównie za sprawą wysokich cen paliwa.
Na LAX drastyczne zmniejszenie liczby startujących i lądujących samolotów nie przekłada się bezpośrednio na liczbę podróżnych. W ciągu ostatniego roku w Los Angeles obsłużono ok. 10% mniej pasażerów (czyli o ok. 6 mln). Różnica ta wynika przede wszystkim z faktu, że przewoźnicy wycofują ze służby przede wszystkim samoloty mniejsze - większe charakteryzują się mniejszym zużyciem paliwa na jedno miejsce.
To jednak nie koniec cięć. Amerykańscy przewoźnicy zamierzają jesienią skasować kolejne połączenia. American Airlines chce zlikwidować tygodniowo 86 lotów, Delta - 68, a United aż 266. Dodatkowo przewoźnicy regionalni (z reguły spółki-córki wielkich linii) zapowiedzieli rezygnację z kolejnych 1200 połączeń tygodniowo. Może to spowodować ograniczenie liczby przewiezionych pasażerów o kolejne kilka milionów rocznie.
Podobne objawy wystąpiły w Tajlandii. Jest to o tyle istotne, że ten kraj należy do względnie zasobnego, azjatyckiego rynku lotniczego, a więc kryzys zawitał tam później, choć w bardzo ostrej formie. O ile bowiem w ciągu roku liczba odprawionych pasażerów i samolotów na 5 głównych lotniskach tego kraju wzrosła odpowiednio o 3,9 oraz 1,3%, to w maju i czerwcu nastąpiło drastyczne załamanie ruchu lotniczego. W porównaniu do kwietnia, w czerwcu odprawiono 30 607 samolotów (mniej o 10%) i 4,2 mln pasażerów (-16%).
Analitycy miejscowego rynku tłumaczą to przede wszystkim skumulowaniem wzrostu cen paliw. Linie lotnicze długo nie podnosiły cen biletów, a kiedy w końcu to zrobiły, podwyżka okazała się bardzo odczuwalna, szczególnie dla klientów tras krajowych. Specjaliści zwracają jednak uwagę również na spowolnienie rozwoju światowej gospodarki (na co również ma wpływ wzrost cen surowców), co przekłada się na zmniejszenie się międzynarodowego ruchu lotniczego.

Na LAX drastyczne zmniejszenie liczby startujących i lądujących samolotów nie przekłada się bezpośrednio na liczbę podróżnych. W ciągu ostatniego roku w Los Angeles obsłużono ok. 10% mniej pasażerów (czyli o ok. 6 mln). Różnica ta wynika przede wszystkim z faktu, że przewoźnicy wycofują ze służby przede wszystkim samoloty mniejsze - większe charakteryzują się mniejszym zużyciem paliwa na jedno miejsce.
To jednak nie koniec cięć. Amerykańscy przewoźnicy zamierzają jesienią skasować kolejne połączenia. American Airlines chce zlikwidować tygodniowo 86 lotów, Delta - 68, a United aż 266. Dodatkowo przewoźnicy regionalni (z reguły spółki-córki wielkich linii) zapowiedzieli rezygnację z kolejnych 1200 połączeń tygodniowo. Może to spowodować ograniczenie liczby przewiezionych pasażerów o kolejne kilka milionów rocznie.
Podobne objawy wystąpiły w Tajlandii. Jest to o tyle istotne, że ten kraj należy do względnie zasobnego, azjatyckiego rynku lotniczego, a więc kryzys zawitał tam później, choć w bardzo ostrej formie. O ile bowiem w ciągu roku liczba odprawionych pasażerów i samolotów na 5 głównych lotniskach tego kraju wzrosła odpowiednio o 3,9 oraz 1,3%, to w maju i czerwcu nastąpiło drastyczne załamanie ruchu lotniczego. W porównaniu do kwietnia, w czerwcu odprawiono 30 607 samolotów (mniej o 10%) i 4,2 mln pasażerów (-16%).
Analitycy miejscowego rynku tłumaczą to przede wszystkim skumulowaniem wzrostu cen paliw. Linie lotnicze długo nie podnosiły cen biletów, a kiedy w końcu to zrobiły, podwyżka okazała się bardzo odczuwalna, szczególnie dla klientów tras krajowych. Specjaliści zwracają jednak uwagę również na spowolnienie rozwoju światowej gospodarki (na co również ma wpływ wzrost cen surowców), co przekłada się na zmniejszenie się międzynarodowego ruchu lotniczego.








