Reklama
Reklama

Turecki przetarg na system obrony powietrznej

Turcja rozpoczyna rozmowy z oferentami w rywalizacji o zamówienie na dostawę wartych ponad miliard dolarów systemów obrony powietrznej. Konkurują ChRL, Izrael, Rosja i USA.

Program T-LORAMIDS (Turkish Long Range Air and Missile Defense System) ma zapewnić ochronę przed atakiem lotniczym lub rakietowym najważniejszym obiektom w Turcji. Ankara może rozpisać zwykły przetarg, ale też - ze względu na strategicznie delikatny przedmiot zamówienia - prowadzić rozmowy międzyrządowe z poszczególnymi oferentami. Wydaje się, że władze tureckie wybrały ten drugi wariant.

Wstępne wymagania (Request for Information, RfI) zostały ogłoszone w marcu 2007. Szacowano wówczas, że program może kosztować 1,2 mld USD. Zapowiadano też, że przetarg zostanie formalnie ogłoszony do końca 2007, a dostawy rozpoczną się w 2010. Oczekiwano rywalizacji USA i Rosji, faworyzując tę drugą ze względu na większą swobodę transferu technologii.

Tymczasem obecnie ujawniono, że rozmowy toczone są z czterema państwami. Amerykanie oferują kombinację systemów Patriot PAC-2 i PAC-3 Raytheona i Lockheed Martina. Rosjanie proponują systemy S-300 (kupione dotąd przez 6 państw) i - jako główną ofertę - S-400 (na razie produkowane, w ograniczonej ilości, jedynie na wewnętrzne potrzeby). Tel Awiw chciałby sprzedać, opracowane we współpracy z USA (i za amerykańskie pieniądze) pociski Arrow 2, chroniące obecnie strategicznie ważne obiekty Izraela. Chińczycy oferują prawdopodobnie system HQ-9 (oznaczenie eksportowe - FD-2000), zbudowany na bazie systemów rosyjskich prawdopodobnie z wykorzystaniem wykradzionych technologii Patriota.

Wszystko wskazuje na to, że walka rozegra się między USA i Rosją. Amerykanie mają w Turcji ogromne wpływy, ale doświadczenia współpracy Ankary i Waszyngtonu w branży zbrojeniowej nie są najlepsze dla Turcji (przeszkadza w niej, podobnie jak w Polsce, zakaz transferu nowoczesnych technologii i bezwzględne wykorzystywanie podległości politycznej do realizowania korzystnych interesów gospodarczych przez amerykańskie przedsiębiorstwa). Turcy szukają więc innych dostawców, w czym swej szansy upatrują Rosjanie, z coraz większym trudem eksportujący uzbrojenie do ChRL i Indii. Ich produkcty nie są jednak kompatybilne z systemami NATO, co może stać się kluczową przeszkodą w sfinalizowaniu kontraktu. Turcja może zdecydować się na rosyjskie S-400 ze względu na ich najlepsze spośród konkurentów parametry.

Turcja chce w pierwszej fazie kupić cztery baterie obrony powietrznej do ochrony wybranych, najważniejszych strategicznie obszarów (Ankara i Stambuł, gdzie mieszka 1/5 tureckiej populacji, centra energetyczne w Anatolii i transportu ropy naftowej w Adanie i Mersin). Będą to prawdopodobnie zakupy bezpośrednie. Kolejne systemy miałyby być wytwarzane w Turcji lub z dużym udziałem tureckiego przemysłu (obecnie ma on mniejszy niż 25% udział w dostawach dla rodzimych sił zbrojnych). Nieoficjalnie mówi się dziś o zakupie w sumie 12 baterii wartych 4 mld USD.

Głównym zagrożeniem, przed którym miałyby chronić nowe pociski jest Iran. Warto pamiętać, że Turcja pozostałaby - przynajmniej czasowo - poza amerykańskim systemem obrony przeciwrakietowej, jeśli ten zostałby zainstalowany w Europie, daleko na północ od jej terytorium. Nieoficjalnie rozważa się umieszczenie na jej terenie jedynie mobilnego radaru. Amerykańskie antyrakiety miałyby pozostawać na okrętach patrolujących Morze Śródziemne.

Program T-LORAMIDS (Turkish Long Range Air and Missile Defense System) ma zapewnić ochronę przed atakiem lotniczym lub rakietowym najważniejszym obiektom w Turcji. Ankara może rozpisać zwykły przetarg, ale też - ze względu na strategicznie delikatny przedmiot zamówienia - prowadzić rozmowy międzyrządowe z poszczególnymi oferentami. Wydaje się, że władze tureckie wybrały ten drugi wariant.

Wstępne wymagania (Request for Information, RfI) zostały ogłoszone w marcu 2007. Szacowano wówczas, że program może kosztować 1,2 mld USD. Zapowiadano też, że przetarg zostanie formalnie ogłoszony do końca 2007, a dostawy rozpoczną się w 2010. Oczekiwano rywalizacji USA i Rosji, faworyzując tę drugą ze względu na większą swobodę transferu technologii.

Tymczasem obecnie ujawniono, że rozmowy toczone są z czterema państwami. Amerykanie oferują kombinację systemów Patriot PAC-2 i PAC-3 Raytheona i Lockheed Martina. Rosjanie proponują systemy S-300 (kupione dotąd przez 6 państw) i - jako główną ofertę - S-400 (na razie produkowane, w ograniczonej ilości, jedynie na wewnętrzne potrzeby). Tel Awiw chciałby sprzedać, opracowane we współpracy z USA (i za amerykańskie pieniądze) pociski Arrow 2, chroniące obecnie strategicznie ważne obiekty Izraela. Chińczycy oferują prawdopodobnie system HQ-9 (oznaczenie eksportowe - FD-2000), zbudowany na bazie systemów rosyjskich prawdopodobnie z wykorzystaniem wykradzionych technologii Patriota.

Wszystko wskazuje na to, że walka rozegra się między USA i Rosją. Amerykanie mają w Turcji ogromne wpływy, ale doświadczenia współpracy Ankary i Waszyngtonu w branży zbrojeniowej nie są najlepsze dla Turcji (przeszkadza w niej, podobnie jak w Polsce, zakaz transferu nowoczesnych technologii i bezwzględne wykorzystywanie podległości politycznej do realizowania korzystnych interesów gospodarczych przez amerykańskie przedsiębiorstwa). Turcy szukają więc innych dostawców, w czym swej szansy upatrują Rosjanie, z coraz większym trudem eksportujący uzbrojenie do ChRL i Indii. Ich produkcty nie są jednak kompatybilne z systemami NATO, co może stać się kluczową przeszkodą w sfinalizowaniu kontraktu. Turcja może zdecydować się na rosyjskie S-400 ze względu na ich najlepsze spośród konkurentów parametry.

Turcja chce w pierwszej fazie kupić cztery baterie obrony powietrznej do ochrony wybranych, najważniejszych strategicznie obszarów (Ankara i Stambuł, gdzie mieszka 1/5 tureckiej populacji, centra energetyczne w Anatolii i transportu ropy naftowej w Adanie i Mersin). Będą to prawdopodobnie zakupy bezpośrednie. Kolejne systemy miałyby być wytwarzane w Turcji lub z dużym udziałem tureckiego przemysłu (obecnie ma on mniejszy niż 25% udział w dostawach dla rodzimych sił zbrojnych). Nieoficjalnie mówi się dziś o zakupie w sumie 12 baterii wartych 4 mld USD.

Głównym zagrożeniem, przed którym miałyby chronić nowe pociski jest Iran. Warto pamiętać, że Turcja pozostałaby - przynajmniej czasowo - poza amerykańskim systemem obrony przeciwrakietowej, jeśli ten zostałby zainstalowany w Europie, daleko na północ od jej terytorium. Nieoficjalnie rozważa się umieszczenie na jej terenie jedynie mobilnego radaru. Amerykańskie antyrakiety miałyby pozostawać na okrętach patrolujących Morze Śródziemne.

Reklama
Reklama

Udostepnij

Reklama
Reklama

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.