Altair


Autoryzacja


Resetuj hasło
Archiwum Nowy numer Redakcja

RAPORT-wto

Miesięcznik informacyjno-analityczny, poświęcony szeroko pojętej obronności, kierowany przede wszystkim do profesjonalistów.

Archiwum Nowy numer Redakcja

Skrzydlata Polska

Najstarsze czasopismo lotnicze w Polsce. W każdym numerze temat przewodni, relacje z imprez, korespondencje zagraniczne, opisy konstrukcji. Ponad 100 kolorowych zdjęć na 68 stronach. Konkursy z atrakcyjnymi nagrodami.

Archiwum Nowy numer Redakcja

Aeroplan

Czasopismo dla hobbystów i modelarzy, zawierające artykuły o historii lotnictwa, bogato ilustrowane zdjęciami i rysunkami, artykuły monograficzne, opisy malowań i oznakowań, oceny modeli, recenzje książek, konkursy.

Archiwum Nowy numer Redakcja

Broń i Amunicja

Na 68 stronach magazynu pełna informacja na temat broni strzeleckiej dla amatorów i zawodowców. Trendy i testy współczesnej broni strzeleckiej.

Archiwum Nowy numer Redakcja

BiA-Komandosi

Magazyn o objętości 68 stron poświęcony siłom i służbom specjalnym, zagadnieniom związanym z szeroko pojętym bezpieczeństwem, jak też współczesnym konfliktom zbrojnym.

Archiwum Nowy numer Redakcja

Numer Specjalny

Numery specjalne publikowane podczas konferencji, targów i innych imprez związanych z lotnictwem i obronnością.

Autor: Tomasz Kawa

Wczesna wiosna, piękne góry z rozległymi dolinami, w których łatwo o bezpieczne lądowisko, niezbyt wysokie koszty, minimum formalności, dobra organizacja oraz miła atmosfera zawodów - to walory, które przyciągają na Słowację rekordowe liczby pilotów. Międzynarodowe Zawody Szybowcowe FCC Gliding 2010 w Prievidzy rozegrano w dwóch klasach - Mieszanej i Klubowej, w których łącznie startowało aż 28 Polaków. Zawody te były dobrą ostatnią szansą do rekonesansu i rzetelnego treningu przed organizowanymi tam w lipcu mistrzostwami świata, więc było więcej chętnych do uczestniczenia w zawodach niż dopuszczalna liczba 120 zawodników.

Góry i  bezpieczne lądowiska w dolinach to walory Słowacji / Zdjęcie:  Sebastian Kawa

W FCC Gliding 2010 dobrze zaprezentowali się nasi piloci. Sebastian Kawa z klasą prowadził w Klasie Mieszanej od pierwszego dnia konkursu aż do ostatnich kilometrów przed metą, mężnie znosząc ciężar liderowania i wysokich oczekiwań, a w czołowych dziesiątkach obydwu klas w końcowej klasyfikacji zmieściło się aż 7 naszych pilotów.

WYBRYKI AURY

Choć tegoroczna aura maltretuje Europę swymi wybrykami, w ciągu 10 dni zdołano rozegrać 8 wyścigów, a w jednym dniu osiągnięto nawet średnią prędkość 147,4 km/h na dystansie 330 km. Jest oczywiste, że w gnieździe samolocików Dynamic rolę holowników pełniły te sprawne maluchy. Jednak deszcze tak rozmoczyły lotnisko, że wózki transportowe i samochody parkowano początkowo na pobliskiej obwodnicy, a szybowce musiały latać bez wody balastowej. W nieprzewidywalnej pogodzie trudno organizatorom decydować o doborze zadania, toteż nader często ratowali się wyznaczaniem okręgów nawrotów o średnicy kilkudziesięciu kilometrów, zamiast ściśle określonych punktów zwrotnych trasy. Taka obszarówka daje możliwość ominięcia rejonów złej pogody, ale rośnie rola przypadku i przy zmiennych, trudnych warunkach wystawia na wielką próbę umiejętności oraz odporność psychiczną zawodników. W klasycznych zawodach szybowcowych pilot sam decyduje o momencie odlotu na trasę, a od tego często zależy pomyślność całego wyścigu. Warunki, przebieg i atmosferę zawodów będzie tu przypominał ich uczestnik, Sebastian Kawa. Oto jego pierwsza relacja:

- Warunki nie były korzystne. Próbowaliśmy więc z Piotrkiem Jaryszem odlecieć dość wcześnie, aby mieć rezerwę czasu. Niestety, nie trafiliśmy w fazę rozwoju wznoszeń i po około 30 km zatrzymaliśmy się, aby ponowić odejście. Chmury wokół rozpadły się, toteż długo musieliśmy walczyć, aby osiągnąć wysokość niezbędną do ponowienia wyścigu. Robiło się późno, dlatego nie czekając już na poprawę warunków ponowiliśmy start, choć nie zachęcały do tego potężne ławice chmur w okolicy Martina. A tu niesamowita niespodzianka... Było tam niemal ciemno, pewno wulkan z Islandii sypnął popiołem, ale wbrew wszelkim regułom, pod ciężkimi od wody i śniegu chmurami co rusz wyszukiwaliśmy niezłe wznoszenia, więc szybko dolecieliśmy do Dolnego Kubina. Stąd mogłem już zawrócić na południe i gonić kolejnych konkurentów.

Tu zaś refleksje Sebastiana z innego dnia: Strasznie zimno! W Polsce niewielkie opady śniegu, a w Prievidzy silny, północno-zachodni wiatr. Ustawianie szybowców na starcie poszło bardzo sprawnie, bo w takiej arktycznej pogodzie wszyscy zawodnicy garnęli się do ogrzewanej kominkiem kawiarni. Odprawa się nieco opóźniła, gdyż ciężkozbrojni przyjaciele zajęli przestrzeń na zachód od lotniska. W efekcie wyznaczono nam trasę wzdłuż wąskiego korytarza, z obszarami nawrotów na Orawie, w Niżnych Tatrach, nad Małą Fatrą i wokół Nitry. Niemal cały czas w poprzek wiatru i szlaków - co przy takiej pogodzi było bardzo dużym utrudnieniem. Pogoda nad lotniskiem była dobra. Można było nawet wyjść na fali nad chmury, ale na trasie nie było już tak różowo. Po przekroczeniu trawersu Martina chmury sypały śniegiem klejącym się do nosków skrzydeł, a Orawa była szczelnie okryta chmurami, które bardziej przystawały zimowej porze roku. Na szczęście chwiejność powietrza była tak duża, że nawet w tak zacienionym miejscu mogliśmy znaleźć przyzwoite kominy. Widzialność była zła, więc nie było mowy o lataniu zespołowym, a mróz na większej wysokości tak obniżał sprawność zasilania, że wyłączały się instrumenty elektroniczne. Przez większość czasu podczas przelotu nie miałem palmtopa, a rejestrator GPS zapisał lot w kilku kawałkach. W rejonie Tatr było to szczególnie dokuczliwe, ponieważ nie miałem wskazań określających wirtualne granice przestrzeni lotów, ani stref ograniczenia wysokość. Na południe od zaśnieżonych gór było już lepiej...

LOTERIA

Latanie w zmieniających się warunkach, zwłaszcza w górach, to ciągła loteria; można wygrać piękne wznoszenie, ale są też puste losy, a nawet liczne pułapki - co także przeżył Sebastian.

- Gdy opuściliśmy zamglenia na północy, wyłonił się przed nami piękny szlak biegnący w kierunku Bańskiej Bystrzycy, Zwolenia i Budapesztu. Francuzów skusił jego wygląd i zapędzili się w kozi róg. Szlak ten był bardzo aktywny i wywiózł ich niemal nad Dunaj, ale powrót do gór był bardzo trudny, bo silny wiatr rozwiewał wznoszenia i sporo się namęczyli, by ochronić się przed lądowaniem na polach pokrytych rutą. Ja nie uległem pokusie. Trzymając się najwyższego pasma gór, w dobrym tempie przecisnąłem się aż do zamków w pobliżu Nitry. Tam zbliżyłem się akurat do wyznaczonego limitu czasu lotu, toteż w dobrym samopoczuciu mogłem rozpocząć powrót na zatłoczone lotnisko. Wojtek Kos złapał na południowych stokach Małej Fatry bardzo silny komin, który wyniósł go wysoko. Dzięki temu przeleciał poprzez deszcz wprost do grzejącego się w słońcu Pilska, skąd ponownie przebił się przez deszcze do doliny Martina. Zdzichu Bednarczuk początkowo próbował żagla nad Małą Fatrą, ale rozlana chmura poczęstowała go rzęsistym opadem, więc musiał się mocno bronić przed lądowaniem w okolicy jeziorka na Nowej Bystrzycy. Wygrzebał się, lecz tylko rodzinne strony stwarzały mu szansę kontynuowania lotu. Dotarł nad Halę Lipowską do budującej się burzy i na jej czole osiągnął wysokość gwarantującą powrót na południe.

więcej w numerze


Skrzydlata Polska - 07/2010
Drukuj Góra